12/06/2017

Pływające wioski na jeziorze Tonlé Sap

Cześć! Dzisiaj pokażę Wam miejsce, które łapie za serce, jedno z takich, które pamięta się do końca życia. Ja zapamiętam. Zobaczcie sami.

 


Jest grudzień, czas przygotowywania prezentów pod choinkę, przepychu i obfitości, a ja - jakby trochę na przekór - pokazuję post o codzienności kambodżańskich dzieci. A konkretnie - tych mieszkających w tzw. floating villages, czyli pływających wioskach na jeziorze Tonle Sap.

Ta bieda jest nawet trudna do opisania, a ja czuję się trochę niewłaściwie, próbując porównywać obie nasze rzeczywistości. Nie zrozumcie mnie źle - ja nie chcę nikogo moralizować, wpędzać w poczucie winy czy wzbudzać w kimkolwiek smutek. Chcę Wam tylko pokazać coś, o czym już i tak wiecie - jak świat jest różnorodny, jak bardzo nasze codzienne problemy się od siebie różnią.


 

Nakreślę Wam krótko rys historyczny tego miejsca - dlaczego tam jest taka bieda?


Kambodża była jednym z wielu azjatyckich krajów, które po II wojnie światowej odzyskały swoją niepodległość. Nowe państwo zaczęło się powoli kształtować, władzę objęła rodzima kambodżańska monarchia - ale niestety, Kambodża, ze względu na swoje położenie (blisko Chin, Wietnamu i Indii), była ważnym strategicznie państwem w zimnej wojnie USA i ZSRR. Związek Radziecki wspierał grupę radykalnych komunistów, czyli tzw. "Czerwonych Khmerów" (których wodzem był Pol-Pot).

Monarcha starał się utrzymać względny pokój w kraju, dlatego zawierał sojusze zarówno z komunistami, jak i z zachodem. To jednak nie podobało się radykalnym ugrupowaniom politycznym Kambodży i stało się przyczyną wewnętrznego konfliktu. W 1967 roku doszło do buntu kambodżańskich komunistów, który początkowo tylko osłabił władzę centralną, ale już rok później przerodził się w prawdziwą, krwawą wojnę. Po pięciu latach ciągłych walk rozpoczął się okres krwawej dyktatury Czerwonych Khmerów. 







Wyobraźcie sobie skalę -  liczba ofiar reżimu to prawie połowa ludności kraju!
 
W 1977 roku Kambodża (Demokratyczna Kampucza), pod dyktaturą Khmerów, toczyła walkę z Wietnamem (Socjalistyczną Republiką Wietnamu) o tereny nadgraniczne - i wojnę tę całkowicie przegrała - to była klęska Khmerów

W chwili gdy reżim Czerwonych Khmerów został obalony, ludzie mieli nadzieję, że w Kambodży nastanie okres pokoju i wolności.  Jednak konflikt przybrał charakter wojny partyzanckiej ugrupowań opozycji anty-wietnamskiej (zakończył się dopiero w 1991 roku).  W 1981 roku wprowadzono w życie konstytucję Ludowej Republiki Kampuczy, w której wyraźnie stwierdzono, że Kampucza jest niezależnym, pokojowym państwem, w którym władza należy do społeczeństwa.


Niedługo po klęsce kambodżańskich komunistów, w 1979 roku Chińska Republika Ludowa (która popierała Czerwonych Khmerów) ogłosiła zamiar odwetowego uderzenia na Wietnam. Czyli krwawej wojny ciąg dalszy - w wyniku tych walk wielu Wietnamczyków uciekało z kraju, by szukać schronienia. I tak znaleźli się tutaj. W Kambodży uchodźcy nie mogą nabywać ziemi, dlatego nie mogą zajmować się na przykład uprawą ryżu. Mogą jednak osiedlać się na jeziorze Tonlé Sap.

(Wątpliwe) poczucie bezpieczeństwa skłoniło kolejne rzesze ludzi, by wybrać takie życie. I tak - obecnie wokół Tonle Sap mieszka ponad 3 miliony osób (!) - obywateli Kambodży, Wietnamczyków, Chińczyków i Tajów. 90 procent z nich utrzymuje się z rybołówstwa i rolnictwa, dostarczając prawie połowę wszystkich ryb spożywanych w Kambodży.










  

Tonle Sap to również nazwa rzeki, która jest dopływem Mekongu.  Wiosną, kiedy w Tybecie topnieją śniegi i Mekong przybiera, masy wód zostają wtłoczone w górę rzeki, a poziom wód w jeziorze Tonle Sap powiększa się kilkakrotnie - nawet sześciokrotnie.









Jadąc do Kambodży wiedziałam, że to jeden z najbiedniejszych krajów świata, wiedziałam też, że te regiony przez lata były pogrążone w krwawych konfliktach, ale tak naprawdę miałam mgliste pojęcie jak może wyglądać ich rzeczywistość. Jedna trzecia mieszkańców kraju musi przeżyć za jednego dolara dziennie. Te węże, które dzieci mają zawieszone na szyjach to sposób ich zarobku - proszą turystów o zdjęcie z wężem w zamian za pieniądze/jedzenie/ubranie. Serce ściskało, rozdaliśmy to, co mieliśmy przy sobie, a dzieci z wyciągniętymi rączkami dobiegało coraz więcej. 

Podróżując po świecie, nie zawsze poznaje się to, co piękne, pozytywne, ale też odkrywa się miejsca, które nas poruszą, czasem zasmucą, czy wzruszą, a na pewno poszerzą świadomość. Tak było w Kambodży, ale dopiero w tym miejscu - jeśli zwiedziłabym tylko Angkor Wat, to prawdopodobnie nie poruszyłaby mnie ta podróż aż tak mocno. Mam nadzieję, że udało mi się oddać chociaż część tych emocji i że wpis był dla Was ciekawy.

Buziaki,

Copyright © 2017 Happy life plan